Zawód: Artysta – wywiad z Jerzym Grzechnikiem cz. 2

Mój gość – Jerzy Grzechnik, aktor i wokalista związany z warszawskim teatrem Buffo – opowiada dziś o tym, na czym tak naprawdę polega praca artysty teatru muzycznego, z czym się wiąże, jak wyglądają jej blaski i cienie.

Ciekawi? Zapraszam! A na końcu – niespodzianka dla czytelników! :)

Chciałabym, żebyś opowiedział czytelnikom o tym, jak wygląda twój dzień pracy. Jako odbiorcy spektakli teatralnych widzimy tylko efekt końcowy, a z pewnością wielu czytelników zainteresuje cały proces dziejący się poza naszym wzrokiem. Czy to dużo pracy? Jak wygląda twój zwykły dzień roboczy?  

Wszystko zależy od liczby spektakli granych danego dnia. Najbardziej luksusową sytuacją jest pojedyncza sztuka na g.16:00. Wówczas próba zaczyna się ok.13:30-14:00, a pod wieczór każdy jest juz w drodze do domu, lub gdziekolwiek indziej – w końcu życie nocne dopiero się zaczyna i można jeszcze zrealizować mnóstwo swoich prywatnych planów.

Jednak takie sytuacje zdarzają się dość rzadko. Najczesciej miewamy spektakle na 19:00, co oznacza próbę około g.17:00 lub wcześniej, a wyjście z pracy ok. cztery i pół godziny później. Oczywiście niektóre sztuki gramy „blokami” i wówczas, na początku takiego setu główni bohaterowie przedstawienia muszą być na próbie już w okolicach południa. Zdarzają się oczywiście również przypadki dodatkowych spektakli poza siedzibą Buffo – w okresie ostatnich paru lat mojej pracy w teatrze czasami grywałem także 3 spektakle dziennie: 2 w teatrze, a trzeci ok. 22:00 poza nim.

Do samych spektakli dochodzi jeszcze udział we wszelkich dodatkowych wydarzeniach związanych z promocją teatru, reklamą, czy udziałem naszego zespołu w produkcjach telewizyjnych lub w imprezach zamkniętych w Warszawie lub innym mieście, a czasem nawet w innym kraju.

Ciężko jest prześledzić nasz dokładny grafik, ponieważ zmienia się on z tygodnia na tydzien. Nie mamy określonych stałych dni wolnych, a weekendy w zasadzie zawsze są zajęte. W ekstremalnych przypadkach, o tym, że mamy przyjechać na próbę dowiadujemy się nawet tego samego dnia, więc warto, żebyśmy byli mobilni i w pełni dyspozycyjni, bo innym wypadku niejeden „job” może nam uciec sprzed nosa.

Jeśli chodzi o intensywność grania, wszystko zależy od miesiąca. Czasem nawet gramy 30 dni bez przerwy, a z tych 30 przez ok. 10 dni mamy spektakle 2 razy dziennie. Nie będę ukrywać, że ciężko jest się zrelaksować, jeżeli człowiek ma świadomość, że w danym dniu wieczorem musi wyjść na scenę i dać z siebie wszystko pod bacznym okiem 350 osób. Tak więc ja osobiście dopiero po powrocie z teatru jestem w stanie spokojnie usiąść i w pełni się „wyluzować”. Taki system pracy sprawia, że grafik dnia artysty przewraca się do góry nogami w stosunku do grafików osób pracujących na bardziej typowych stanowiskach, chociażby w firmach. Z tego też powodu ciężko jest dbać o relacje koleżeńskie z ludźmi z innych środowisk, ponieważ zwykle ich czas wolny równa się czasowi naszej pracy i odwrotnie.

Gdy nadejdzie upragniona przerwa po intensywnym okresie pracy, wówczas przede wszystkim próbuję spać jak najdłużej – sen najlepiej regeneruje zmęczone struny głosowe. Mam taki charakter, że usiłuję żyć intensywnie i nawet w okresie grania spektakli staram się jak najbardziej efektywnie gospodarować moim czasem wolnym, chociażby uczęszczając porankami na kursy jezykowe. Oczywiście, niekiedy przychodzą momenty zmęczenia i wycieńczenia, ale po krótkiej regeneracji z powrotem rzucam się w wir obowiązków.

Co się dzieje w czasie prób do spektakli? Jak wyglądają przygotowania do tego, by wieczorem wszystko było dopięte na ostatni guzik?

Wszystko, co się dzieje na próbie, w dużej mierze zależy od rodzaju spektaklu, jaki gramy. Jeśli jest to jeden z musicali – Metro, Romeo i Julia, czy Polita – to zwykle w pierwszym dniu grania „przechodzimy” przez cały spektakl, a niektóre utwory są niekiedy śpiewane nawet po parę razy. Gdy jest to kolejny dzień pracy nad tym samym materiałem, próbowany jest już raczej tylko „wycinek” sztuki,  w zależności od tego, jak dany musical wypadł podczas grania w dniu poprzednim. Gdy „próbujemy” przed wieczorami tematycznymi (Wieczor Bałkański, Latynoski, Francuski, Włoski, Rosyjski, Hity Buffo) lub innymi spektaklami muzycznymi (Tyle Miłości, Ukochany Kraj), prawie zawsze śpiewamy wszystko to, co będzie na występie, czyli można powiedzieć, że gramy spektakl 2 razy dziennie, mimo, że publiczność widzi go tylko raz.

W przypadku przygotowania premier lub prób wznowieniowych po dłuższym okresie niegrania danego tytułu, sytuacja wygląda inaczej. Wówczas przychodzimy do teatru przed południem w ciągu paru dni lub nawet tygodni poprzedzających spektakl i pracujemy intensywnie bez konkretnych ograniczeń czasowych.

Spore znaczenie mają zmiany w spektaklach. Wprowadzane one są dość często i zwykle bardzo spontanicznie, a niekiedy mogą być wręcz ekstremalne – od zmodyfikowanej kolejności piosenek, przez inną interpretację danego utworu, aż po zmiany w choreografii, wprowadzanie nowych elementów scenografii lub działań scenicznych, albo nawet wprowadzanie zupełnie nowych scen lub utworów muzycznych. Spektakle w Buffo ewoluują szczególnie intensywnie w pierwszym półroczu grania, tak więc jeśli ktoś widział np. premierę musicalu „Polita”, to gdy pójdzie na ten spektakl w kwietniu tego roku, nie będzie w stanie go rozpoznać.

Głównym i w zasadzie jedynym motorem zmian jest nasz reżyser Janusz Józefowicz, którego działania zmotywowane są głównie reakcjami publiczności na konkretne fragmenty spektaklu oraz oczywiście zmianami w koncepcji reżyserskiej.

Jurek1

Fot. Ju Cho

Czy ćwiczysz w jakiś sposób swoje umiejętności wokalne i ruchowe poza teatrem?

Jeśli ktoś z nas robi coś poza teatrem, to tylko i wyłącznie z własnej inicjatywy. Nie mamy dodatkowych obowiązkowych zajęć wokalno-ruchowych, z wyjątkiem  prób do spektakli lub przygotowań nowych tytułów. Ja osobiście w ramach ćwiczeń ruchowych przez dwa ostatnie sezony starałem się regularnie bywać na siłowni. A przez niemal 10 lat przed przyjściem do Buffo chodziłem na rozmaite kursy tańca towarzyskiego, dzięki czemu nie mam szczególnych problemów z poczuciem rytmu i koordynacją ruchową w przypadku układów choreograficznych. A jeśli chodzi o śpiew – ostatnio na nowo zapisałem się na zajęcia emisji głosu – wcześniej ze względu na intensywność bieżących obowiązków nie starczało mi na to czasu. Muszę powiedzieć, że zdecydowanie łatwiej idzie praca w teatrze, jeśli człowiekowi udaje się, także prywatnie, utrzymać swoją aktywność wokalno-ruchową na przyzwoitym poziomie – już nie mówiąc o tym, że prawdopodobieństwo kontuzji maleje.

Co jest dla ciebie najtrudniejsze i najłatwiejsze w twojej pracy?

Ciężko jest wybrać jeden konkretny najtrudniejszy czy najłatwiejszy element mojego zawodu. Na pewno bardzo trudno jest utrzymać ciągłą trzeźwość umysłu na scenie. To wymaga mobilizacji i przytomności, a często taki stan jest ciężko osiągnąć po wielu intensywnych dniach pracy. Ważna jest świadomość bycia na scenie, ale czasami lepiej zbyt mocno nie koncentrować się na fakcie, że jest się obserwowanym w każdej sekundzie spektaklu przez kilkaset lub kilka tysięcy osób – w przypadku występów na wielkich halach, bo to może artystę sparaliżować lub sprowokować nagłe ataki paniki. Nie powinno się także zbyt intensywnie myśleć o tekście śpiewanym lub wypowiadanym, ponieważ taka postawa niekiedy przynosi odwrotny efekt i wywołuje tzw. czarną dziurę w pamięci, czyli nagłe zgubienie wątku, a wówczas pozostaje nam tylko wielka improwizacja.

Teraz, kiedy o tym myślę, to odnoszę wrażenie, że chyba najtrudniej jest znaleźć najłatwiejsze aspekty mojej pracy. Zwykle los tak się ze mną obchodzi, że jeśli uważam coś za dziecinnie proste, nagle staje się to wręcz niewykonalne. Np. mam wrażenie, że śpiewam łatwą i przyjemną piosenkę i ni stąd, ni zowąd mylę tekst lub wykonuję banalny układ choreograficzny i nieoczekiwanie plączą mi się nogi.

Jaki z tego wniosek? Pokora popłaca i nie wolno o niej zapominać. Trzeba również starać się nie tracić kontroli nad sobą, utrzymywać spokój wewnętrzny i wykonywać swoje zadania najlepiej jak się tylko potrafi, z pełnym przekonaniem i zaangażowaniem. Wówczas, po tak zagranym spektaklu, można poczuć głęboką satysfakcję z wykonanej pracy i to jest właśnie to, co pod koniec dnia ma szansę człowieka „dopełnić”.

Ten stan jest szczególnie mocno odczuwalny, gdy artysta widzi pozytywną reakcję publiczności. Takie chwilowe, cowieczorne spełnienie może popychać człowieka naprzód w tej branży przez długie lata – i co więcej, podejrzewam, że ostro uzależnia…

Dziękuję serdecznie za rozmowę. A oto niespodzianka od Jurka (kliknij):

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

A na koniec jeszcze autorski utwór Jurka o nieco zaskakującym klimacie. Posłuchajcie tego tekstu, obejrzyjcie klip – obiecuję, że oszalejecie i będziecie śpiewać ten numer pod nosem przez kilka kolejnych godzin!

Udostępnij na:
  • Luiza

    Bardzo ciekawie się czyta. Będąc w liceum przymierzałam się do egzaminów do szkoły teatralnej. W pewnym momencie trzeźwym okiem oceniłam swój talent i odporność na stres i zrezygnowałam. Ten wywiad mnie utwierdza w przekonaniu, że dobrze zrobiłam – praca artysty jest wyczerpująca i wymagająca poświęceń w życiu prywatnym. Nie odnalazłabym się w niej. Ale miło czytać o kimś, kto odważył się na taki radykalny krok, dobrze się z tym czuje i odniósł sukces.

  • Krystyna Godzik

    Praca wręcz katorżnicza, pamięć do tekstów i to w różnych językach, bardzo mi to imponuje!!!Bardzo to doceniam!

  • Alicja

    No właśnie. Brakowało takiego wywiadu. Nareszcie szczera rozmowa pozwoliła mi bliżej poznać „robocza” stronę kariery Pana Jurka, którego bardzo lubię słuchać i oglądać.Ja mogę powiedzieć jedno – podziwiam go za to co robi, za pasję, poświęcenie mimo tylu wyrzeczeń. W tej pracy nie można sobie pozwolić na urlop, wypicie wódeczki, odpuszczenie próby bo boli głowa, itp. Tak naprawdę rządzi scena, występy, potrzeby publiczności – i temu trzeba się podporządkować. A u takiego szefa jak Pan Józefowicz nie ma zmiłuj – tu rządzą najlepsi, najdoskonalsi, wybrańcy. Dlatego Buffek jest taki lubiany. Jest perfekcyjny. Myślę, że Jurek mimo czasami naprawdę trudnych i wyczerpujących dni, kiedy ma się dosyć wszystkiego – nigdy tak nie pokocha innej pracy. A że jest pracowitym, wykształconym, zdolnym i przede wszystkim utalentowanym młodym człowiekiem, w dodatku jeszcze przystojnym i urodziwym – musiał odnieść sukces. Ale mimo to uważam, że media zbyt mało czasu poświęcają takim zdolnym ludziom, skupiając się na bardzo przeciętnych ‚”artystach” których czasy świetności już dawno minęły i zbladły, ale na siłę dalej ich się lansuje /temat rzeka, więc darujmy sobie, wszyscy wiemy o co chodzi/. A mamy takich wspaniałych młodych ludzi, którzy nie mają siły przebicia, ale mają talent i kochają to co robią niekoniecznie dla pieniędzy. No, rozpisałam się trochę za dużo. Pozdrawiam Pana Jurka bardzo serdecznie, a niespodzianka na końcu wywiadu była rzeczywiście bardzo miła i z.. dreszczykiem, tak jak wszystkie utwory, które wykonuje. Fanka z Łodzi.

  • http://www.coachingkariery.pl Beata Rzepka

    To prawda, ja też mam ogromny szacunek do Jurka oraz innych artystów, którzy wkładają taki ogrom pracy w to, aby odbiór był dla widza najlepszy jakościowo.

  • http://www.coachingkariery.pl Beata Rzepka

    Alicja, mogłabym podpisać się niemal pod każdym Twoim słowem :)
    Buffo to teatr perfekcyjny. Kto nie widział tego z bliska na pewno nie jest w stanie sobie wyobrazić ile pracy trzeba włożyć w to, by DOBRZE bawić ludzi, jednocześnie ich wzruszając. To z pewnością zasługa Pana Janusza Józefowicza, ale również i każdego z artystów, muzyków, tancerzy. Byłam na wszystkich spektaklach w Buffo i na każdym bawiłam się świetnie. A jestem naprawdę wymagająca jeżeli chodzi o poziom rozrywki, za którą płacę niemałe pieniądze 😉

  • kuba

    cześć,

    a mnie się wywiad kompletnie nie podobał. Zastanówcie się ile z osób tu zaglądających chce się przebranżowić na „artystę”? dla reszty (w tym mnie) podejrzewam, że wywiad – ok, spoko, ale nie tego szukam na blogu mówiącym o karierze.
    Zwlaszcza, ze teraz są zachwyty nad teatrem osob z Wawy – extra, ale czy o to chodzi? 😉

    Druga sprawa – Beata, zakładam, że wchodzi tu masa osób będacych rekruterami. Może dla odmiany dasz im jakąś wskazówkę? Coś w stylu: jakie pytanie powinni zadawać, a jakich mają unikać (również typu o plany związane z dziećmi czy stan cywilny…), jak się powinni przygotwać, itp.

    W mojej opinii byloby to duzo ciekawsze.
    pozdro!

  • slawek

    Panie – zachwyty, panowie – przeciwnie. Super profesjonalizm a rządzą hormony, LOL. Może na tym należy oprzeć te ścieżki kariery i rekrutacje? Będzie naturalniej, łatwiej a więc i lepiej. lol.

  • Alicja

    Nie wiem Kuba czego oczekiwałeś. Być może nie podobał ci się ten wywiad, bo forma odbiegał od „tradycyjnych” wywiadów. Ten zaś pokazał konkretnie pracę artystyczną J.Grzechnika, czyli esencję tego co robi w życiu zawodowym. I to jest wywiad wg mnie bardzo subiektywny, bardzo emocjonalny. Pięknie jest tylko na scenie – bo my widzowie tak chcemy odbierać aktorów. Ale poza sceną już nie zawsze jest uśmiech. Nierzadko to również łzy, nieprzespane noce, zmęczenie czy chwilowe załamanie.
    Jakie pytania zadawać, jakich unikać? No właśnie. Najlepiej czytać o tych najbardziej prywatnych sprawach, a przecież nie o to chodzi czy prywatnie ten pan/i/ jest żonaty, dzieciaty, itp. I ten wywiad dlatego jest konkretny i skupia się na tym, w jaki sposób potoczyła się jego droga po skończeniu studiów. I okazuje się że można spróbować swoich sił i spełniać marzenia wydawałoby sie nierealne. Trzeba tylko bardzo chcieć i oczywiście mieć odwagę i talent w tym kierunku. Mistrz JÓzefowicz dostrzegł ten talent i oto mamy wspaniałego artystę. A jak wygląda jego codzienna praca – dowiedzieliśmy się z tego wywiadu.
    A czytając takie wywiady wcale nie wszyscy chcą się nagle „przebranżawiać na artystów”. Wystarczy że idziemy na spektakl który nas interesuje i dobrze się bawimy, wzruszamy i podziwiamy naszych artystów nagradzając ich brawami. A potem wracamy do nich znowu i znowu obserwując w kolejnych rolach. Bo przecież prawdziwi fani są zawsze wierni swoim idolom.
    Pozdrawiam bardzo bardzo serdecznie Beatkę…

  • Marcin

    Długo to jeszcze będzie wisieć? Ja chcieć nowych wpisów! 😉

  • http://www.coachingkariery.pl Beata Rzepka

    Już, już, sekundę :) Zarobiona byłam, ale jeszcze dzisiaj pojawi się nowy wpis :)