Moje dziwactwa

Wczoraj jedna z moich znajomych zapytała na Facebooku: „Czy naprawdę istnieją ludzie, którzy zjadają czekoladki z kalendarza adwentowego pojedynczo, dzień po dniu???” Komentarze pod jej pytaniem były w rodzaju „Nie, to niemożliwe”, „Chyba tak, ale ja takich nie znam”, „Może istnieją, ale to kosmici”, itp. I wtedy oniemiałam. Bo ja bym zadała odwrotne pytanie: „Czy naprawdę są jacyś ludzie, którzy zjadają kilka czekoladek adwentowych na raz, albo nie po kolei???” Nie muszę dodawać, że dla mnie naturalną formą jedzenia kalendarza jest jedna czekoladka dziennie, zgodnie z kolejnością. Po co w innym wypadku jest w ogóle ten kalendarz? :) Myślałam, że większość świata robi tak, jak ja. Mąż mnie wyprowadził z błędu, mówiąc, że jest zupełnie odwrotnie i że to moje podejście jest dla większości ludzi dziwne :)

To mnie skłoniło do zastanowienia się nad swoimi zachowaniami, na które czasami ktoś reaguje zdziwieniem, szokiem, albo śmiechem. W trakcie pisania zaczęło mi samej brzmieć to wszystko dość nietypowo i zastanawiałam się, czy w ogóle to publikować. Ale im jestem starsza, tym mniej mi zależy na robieniu odpowiedniego wrażenia na innych, zatem co mi tam! Poznajcie moje dziwactwa :) Być może ktoś z was ma podobnie i myśli, że jest jedyny taki na tym świecie. Otóż nie, jestem jeszcze ja :)

calzone-1681229_1920

  • Calzone. Czyli pizza w kształcie pieroga. Nienawidzę calzone. Nie mogę zrozumieć sensu tej potrawy, uważam, że to jakiś żart i wypieram jej istnienie. Gdy widzę w menu calzone, udaję, że tego nie ma. Nigdy tego nie jadłam, nie wyobrażam sobie zjedzenia pizzy w kształcie pieroga, gdzie w środku przecież jest pusta przestrzeń i górna skórka odstaje od reszty. Nie wiem z jakiego powodu inni ludzie wybierają calzone zamiast normalnej pizzy. Moja babcia piecze czasem pieróg z kaszą, albo z kapustą – z nimi nie mam żadnego problemu, nawet lubię. Ale calzone? Z ciastem pizzowym? To chyba jakiś żart i pomyłka. Pizza ma być plackiem z dodatkami, a nie domkiem dla szynki, sera i pomidorów. Samo to słowo „calzone” jest czymś niesamowicie drażniącym.
  • „Zdzwonimy się”. Nie znoszę tego zwrotu. Nigdy go nie wypowiadam. A jak słyszę od kogoś, to od razu deklaruję „to ja do ciebie zadzwonię wtedy i wtedy”. No bo samo „zdzwonimy się” nic nie mówi. Kto do kogo ma zadzwonić? I kiedy? To jest niejasne. Lubię jasne sprawy między ludźmi. Dlatego ja się nie zdzwaniam, ja albo do kogoś dzwonię, albo oczekuję telefonu, o określonej porze.
  • Równo ustawione stoły. Rzeczy generalnie mają byc równo poustawiane. Np. w restauracji jak jest więcej osób i trzeba złączyć stoliki, to nie mogę wytrzymać, jak nie stykają się równo rogami. Zawsze przestawiam i poprawiam. Jeżeli stoliki są różnej wielkości to mają stać symetrycznie obok siebie, np mają się łączyć dokładnie na środku brzegu. Gdy gramy w planszówkę i mamy stos kart, to musi on być równiutki. Jak ktoś odrzuca karty z ręki na stos i one leżą niedbale, to zawsze poprawiam żeby leżały równo. Jak ktoś postawi pionek na planszy nie na środku pola, tylko niedbale, na linii, to poprawiam. Dopuszczam chaos, ale zamierzony, a nie wynikający z niedbałości lub przypadku. Czyli elementy gry typu domki mogą leżeć na jednej kupce, nie muszą stać równiutko, ale to wynika z ich ilości, pozwalającej na zamierzoną „kupkę”.
  • Pieczenie ciasta. Gdy widzę przepis i on jest dostosowany do formy o wielkości np. 30×20, a ja mam inną, to mierzę tę moją centymetrem krawieckim, następnie w Excelu tworzę formuły pozwalające mi na przeliczenie składników z oryginalnego przepisu na moją foremkę, żeby były zachowane proporcje. Czasem zmiany są proste, np. jest tak, że foremka jest dwa razy mniejsza, więc oczywiście obliczam w głowie. Ale gdy różnica jest powiedzmy 35% to nie chce mi się robić takich obliczeń w głowie i zastanawiać ile to jest 65% z 135 g cukru albo z 460 g mąki, Excel jest prostszy. Dzięki temu wszystkie ciasta zawsze mi wychodzą i są pyszne.
  • Jedzenie. Nie lubię jeść ze wspólnego talerza, choć przystosowałam się na tyle, że czasem to robię, bo przecież żyję w społeczeństwie i nie mogę przy różnych okazjach wydziwiać. Ale najbardziej lubię swój osobny talerz. Jeżeli już jest wspólny talerz to lubię, gdy jest podzielone co jest czyje na tym talerzu. To też dlatego, że ja bardzo wolno jem, najwolniej ze wszystkich znanych mi osób. Zatem zanim ja zjem parę kęsów, to ktoś może w tym samym czasie zjeść 2-3 razy więcej. I wtedy ja się stresuję, że muszę jeść szybciej, bo może zaraz zabraknie i się nie najem. Osobny talerz albo „miedza” na wspólnym talerzu niweluje ten problem :)
  • Chodzenie boso. Nie lubię chodzić boso, bo brudzą się stopy i to jest obrzydliwe. Po domu chodzę w kapciach, zawsze, nawet jak mam przejść 3 kroki z kanapy do stołu. Natomiast jak jestem w gościach i trzeba zdjąć buty, to wolę chodzić w skarpetkach niż w cudzych „gościnnych” kapciach. Akceptuję chodzenie boso latem na plaży, ale nie lubię potem odczucia stóp wysuszonych piachem i zabrudzeń od piachu. Brzydzę się dotykać piachu, więc strzepywanie stóp po zejściu z plaży, by dalej iść deptakiem, jest dla mnie nieprzyjemne. Radzę sobie wilgotnymi chusteczkami, albo opłukiwaniem pod bieżącą wodą, jeżeli jest taka możliwość.
  • Spanie. Przykrywam się kołdrą, ale jak jest chłodniej i można jeszcze dorzucić koc na kołdrę, to ja już tak nie mogę. Nienawidzę, gdy dotknie mnie w nocy przez przypadek inna faktura niż kołdra. Mąż czasami lubi się docieplać w taki sposób, wtedy koc leży tylko na jego połowie kołdry, żebym przypadkiem nie dotknęła dwóch faktur na raz. Nie mogę też spać na kołdrze, muszę spać bezpośrednio na łóżku i prześcieradle. Nie zasnę leżąc na kołdrze.

To może tyle wystarczy, jak na razie :) Pewnie to będzie naiwne, ale zapytam:  czy ktoś z was ma podobnie? :)

Zapisz

Zapisz

Udostępnij na:
  • Małgorzata Faszcza

    Witaj, może nie podpiszę się pod wszystkimi, ale ważne że Ty czujesz się szczęśliwa. Tak trzymać. Każdy ma jakieś dziwactwa. Ale czy to dziwactwa? czy nasza odmienność?

  • Gość

    Nie musisz tworzyć formuł w Excelu, żeby przeliczać produkty na odpowiednią wielkość foremki. Są gotowe rozwiązania w Internecie, np. to: http://www.mojewypieki.com/przelicznik-foremek

  • http://www.rzepkanapulsie.pl/ Beata Rzepka

    Znam i też korzystam! :) Ale to rozwiązanie, jakby nie było, też opiera się o Excel.

  • Tomek

    Jak to przeczytałem to zacząłem się zastanawiać czy taki pedantyzm w ustawianiu stolików czy ogólnie różnych rzeczy ma jakiś związek z inteligencją ludzi albo z jakimś „mikro spektrum” autyzmu. Jakoś tak mi się te rzeczy skojarzyły.
    Ja mam coś takiego z noszeniem kluczy w prawej kieszeni i telefonu w lewej. Jeśli mam te rzeczy w innej kieszeni albo w ogóle je gdzieś zostawiłem to czuję się nieswojo i niewygodnie mi się idzie :)

  • http://www.rzepkanapulsie.pl/ Beata Rzepka

    Tak, prawdopodobnie na skali Aspergera byłabym bliżej spektrum autyzmu, niż inni ludzie, którzy nie mają takiej potrzeby równego ustawiania. „Niewygodnie mi się idzie” – dokładnie to rozumiem, mnie się „niewygodnie siedzi przy stole”, jeżeli ucho od stojącego na nim kubka jest umiejscowione inaczej niż 180, 90 lub 45 stopni od krawędzi stołu :)

  • https://kobieta-techniczna.pl Jagoda – Kobieta techniczna

    haha… Najbardziej rozwaliło mnie – tworzę w excelu formuły, które przeliczają przepis. Zazdroszczę. Ja zawsze piekę ciasto na oko i nigdy nie trzymam się 100% przepisu – nie umiem.

    Zdzwonimy się – nienawidzę. Nigdy nic z tego nie wygodzi. Każda ze stron czeka na telefon, a nikt nic nie robi.

    Calzone – nie widziałam, że coś takiego istnieje, ale nie wygląda interesująco.

    Chyba każdy ma „jakieś swoje nawyki”, które innym mogą wydawać się dziwne.