Kłamanie i przepraszanie

Oddaję w sklepie H&M bluzkę do reklamacji. Kupiłam ją w kwietniu w Sopocie, oddaję dziś w Warszawie. Dopiero teraz miałam okazję ją założyć, założyłam raz i po praniu okazało się, że czarny print z tkaniny zafarbował na jasnoróżowe tło, mimo, że prana była zgodnie z zaleceniami. Bluzka nie nadaje się do noszenia. W głowie mi się nie mieści, że można sprzedać taki bubel, więc mimo, że nie kosztowała wiele, bo 40 zł, idę złożyć reklamację.

Pani prosi mnie o paragon. Nie mam paragonu.

– To niestety, ale nie będziemy mogły tego przyjąć.

– Proszę pani, nie tylko panie będą mogły, ale wręcz będą musiały to przyjąć, gdyż sprzedali państwo bubel.

Pierwsze przewrócenie oczami.

– Aniuuuu, przyjdź tutaj, bo pani chce reklamować i nie ma paragonu.

Przychodzi Ania, pokazuję bluzkę i tłumaczę co się stało.

– … I nie ma pani paragonu, tak?

– Owszem, nie mam.

– To my nie możemy nic zrobić. Paragon musi być, bo na nim były dane tej bluzki.

– Proszę więc sobie sprawdzić te dane w systemie. Ja nie mam paragonu i zgodnie z prawem nie muszę go mieć składając reklamację.

Drugie przewrócenie oczami. Dziewczyny szepczą coś do siebie porozumiewawczo wzdychając i przewracając oczami kolejne razy: „To musi być przez C”. Jedna z nich klika coś w kasie, inna podaje mi dokument do wypełnienia. Wypełniam, podpisuję. Jedna z nich podaje mi gotówkę.

– O, dziękuję. Nawet nie pamiętam ile ta bluzka kosztowała… Wydawało mi się, że 60 złotych…

– To trzeba było mieć paragon, to by pani wiedziała. W systemie mamy pokazane że kosztuje 40 i na pewno tyle kosztowała. – przewrócenie oczami i ton taki, jakim zwracasz się do natrętnego menela.

– W porządku, pewnie tak było. – przypomniałam sobie, że 60 to ja zapłaciłam za całe zakupy, a oprócz bluzki kupowałam coś jeszcze.

I co? Dało się bez paragonu? Dało. I po co było kłamać, że nie można, że się nie da, że dane towaru muszą być?

Nie trzeba mieć paragonu, żeby złożyć reklamację. Wystarczy, że się powie, że kupiło się w danym sklepie. Szczęśliwie nie odcięłam wewnętrznych metek, bo z nich panie spisywały jakieś numerki. Bez tego pewnie cała sprawa trwałaby dłużej.

Nie znoszę jak mnie okłamują w żywe oczy i próbują robić w bambuko, no po prostu nie znoszę.

No i oczywiście żadna z pań nawet nie zająknęła się żadnym „przepraszam” za niedogodności, rozczarowanie, stracony czas, czy czymkolwiek, co by pokazało, że klient i jego doświadczenie jest ważne.

 

family-563968_1280

 

Udostępnij na:
  • cosiedzieje

    Bardzo odkrywcze. Gdyby nie poinformowała Pani, że to cwiczenia przed napisaniem Wielkiego Dzieła, to nie wiedziałbym, po co o tym pisac.

  • toldix

    Takie traktowanie klienta jest niestety standardem w Polsce ale co ciekawe wynika w wiekszym stopniu z relacji kierownik sklepu pracownica niz z naszej kultury.

  • Ania

    Co do zakupów w śmieciówkach niestety nie podzielam zdania, iż sprzedawcy okłamują klienta – właśnie w H&M zawsze mogliśmy przyjmować zwrot na podstawie paragonu. Takie wytyczne odgórne. Wiem, że prawo wygląda inaczej, ale jednak pracując w tej firmie obowiązywały mnie tamtejsze standardy. Dlatego obsługi bym tak źle nie oceniała i miała na względzie zobowiązania wobec firmy. Poza tym dla mnie samej logicznym jest, że paragon jest podstawą jakichkolwiek działań na rzecz klienta 😛